Tytuł: Makowa spódnica. Kamień w wodę
Seria: I część dylogii „Makowa spódnica”
Autor: Zofia Mąkosa
Wydawnictwo: Publikat S.A.
Rok wydania: 2022
„Kamień w wodę” pierwsza część „Makowej spódnicy” Zofii Mąkosy zniewala swoim klimatem i przenosi w czasie.
Miejsce, w którym rozgrywa się akcja, to okolice Kargowej znajdującej się na obecnym pograniczu Ziemi Lubuskiej i Wielkopolski, znane nam już z trylogii „Wendyjska Winnica”. Jednak tym razem, autorka przenosi nas do ogarniętej wojnami Rzeczpospolitej XVII wieku, gdzie w 1647, w pobliżu wioski Karge, przy mokradłach mieszka garbata zielarka Wiga, która po zaginięciu córki Doroty, samotnie opiekuje się jej niespełna trzyletnią córką Rozalką, której obecność traktuje jak przykrą konieczność. W tym samym czasie, trzech wysłanników królowej polskiej Ludwiki Marii Gonzagi, blisko granicy Brandenburgii i Rzeczpospolitej znajduje porzuconego małego chłopca i zabierają go ze sobą. Najstarszy z jeźdźców, Baltazar von Lest, na prośbę swego kuzyna, Niemca Krzysztofa Unruga, obejmuje w zarządzanie jego dwór w Karge. Zlitowawszy się nad znalezionym chłopcem, zostawia go na służbie w swoim dworze, gdzie mały Jakub, bo tak go nazywają, zostaje pomocnikiem stajennego. Baltazar, wcześniej straciwszy na Śląsku rodzinę, przywiązuje się do chłopca i uczy go czytania i pisania, by ten mógł zarządzać w przyszłości majątkiem Unrugów. Stara zielarka, zniszczona ciężkim życiem kobieta lat około pięćdziesięciu (!), często pojawią się we dworze, gdzie swoimi maściami i mieszankami ziół przynosi mieszkańcom ulgę w cierpieniu. Zabiera tam ze sobą Rozalkę, małą ciekawą życia dziewczynkę, która zaprzyjaźnia się z niewiele starszym Jakubem, uczącym ją liter. Babka dziewczynki, świadoma tego, że nie znająca swego ojca sierota nie ma szans na lepsze życie, nie pozwala na naukę, mówiąc, że „Nie chcę, żeby pytała, dlaczego i chciała czegoś więcej niż ma. Dla takich jak my nie ma innej przyszłości niż szara i mizerna. Im prędzej to pojmie, tym lepiej”.
Wiga, do której dochodzą, z będących tuż za miedzą Niemiec, wieści o paleniu na stosach kobiet uważanych za wiedźmy zaczyna obawiać się o swoje i wnuczki bezpieczeństwo. Strach się potęguje, gdy ludzka zawiść stawia zielarkę w złym świetle, na domiar złego okolica zasiedlona zostaje przybyłymi z Niemiec rodzinami, którym nie podoba się ziołolecznictwo, a nawet garb zielarki. Sąsiedzkie tajemnice, skrywane zbrodnie domowe, prześladowanie, wszechobecna dewocja, straszenie karą boską a do tego siejące zniszczenie żywioły, powodują, że budowane dotąd powolutku napięcie, tkwiące w podświadomości czytelnika zaczyna budzić się, powodując na początku lekkie kołatanie serca, aby w końcu pojawić się jako konkretny strach o bezpieczeństwo kobiet, szczególnie tych nieszablonowych, traktowanych bardzo przedmiotowo.
Zofia Mąkosa bardzo plastycznie i wielowymiarowo przedstawia obraz ówczesnego świata, doskonale wyważa jego złe i dobre strony, bo oprócz nieszczęść i trosk jest i czas na miłość, szacunek, przyjaźń, a nawet na marzenia, którym tak bardzo przeciwna jest stara zielarka. Wymyślona fabuła doskonale współgra z historycznymi zdarzeniami, dialogi są naturalne, nie przerysowane, a dbałość o szczegóły urzeka.
Pani Zofia, mistrzyni opisów codziennego życia sprawia, że ta powieść dosłownie teleportuje czytelnika w XVII wiek. Moja wyobraźnia i pamięć pracowały na pełnych obrotach, czułam zapach kapusty gotowanej przez kucharkę Agatę, zapach mchu w lesie, ziół zbieranych o poranku, słyszałam szum lasu; wraz z Unrugami uciekałam przed zarazą z Międzychodu do granicznego Drezdenka. Być może, łatwiej przychodzi mi uruchomić wyobraźnię, ponieważ mieszkam w Gościmiu (ówczesny niemiecki Gottschimm), wsi w dawnej drezdeneckiej kasztelanii, położonej przy owej trasie.
Bardzo polubiłam „starą” Wigę, tak samo, jak Słaboniową, bohaterkę mojej ulubionej powieści „Stara Słabowniowa i spiekładuchy” Joanny Łańcuckiej, i dlatego z biciem serca i ogromną obawą o jej los sięgam po drugą część „Makowej spódnicy” pt. „Siostry”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz