Tytuł: "Gorzko, gorzko"
Autor: Joanna Bator
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2020
Książka trafia na moją półkę z ulubionymi, choć nie zawsze łatwymi książkami.
„Patchwork na cztery historię” - takiego określenia używa Kalina Serce, ostania z czterech pokoleń kobiet z rodziny Serce. O sobie samej pisze niewiele, raz w pierwszej innym razem w trzeciej osobie. Kalina próbuje, przy pomocy wynajętego detektywa, zebrać w całość historię swej rodziny. Najłatwiej jest dotrzeć do dziejów protoplastki rodu – Berty Koch z Langwaltersdorfu (obecny Unisław Śląski), bo o popełnionej przez nią zbrodni pisała prasa. Najbliższa Kalinie, niedawno zmarła babcia Bunia (Barbara, która sama siebie określała mianem poniemieckiego szajsu) oraz wiecznie nieobecna Violetta (matka – niematka) są jedną wielką tajemnicą. Zamknięte w sobie, ukrywające emocje, nieszczęśliwe, samotne, pragnące miłości i wolności, ale wbrew wszystkiemu silne. Mężczyźni są tu tylko na ogół niechlubnym tłem lub przyczynkiem złych zdarzeń. Niemal każda z kobiet budzi skrajne emocje, od współczucia, przez litość po niechęć, i znowu współczucia, a nawet podziwu. Czyni je bardzo realnymi.
Podczas czytania zdarzało mi się w myślach zaklinać „gorzko, gorzko”, by odgonić, szczególnie od Barbary, złe moce. Ładunek emocjonalny tej książki jest tak duży, że czytałam ją dosyć długo, „trawiąc” po kawałku koleje losu bohaterek. Oprócz wyżej wspomnianych bohaterek jest też sporo ciekawych postaci w osobach sąsiadów i znajomych, którzy wplatają się w życie potomkiń Berty Koch. Joanna Bator niezwykle plastycznie przedstawia klimaty różnych epok (od lat 30 XX w. do czasów nam współczesnych), a wręcz namacalnie lat 80-90-tych, może dlatego, że je doskonale pamiętam.
Historia powoli się klaruje, ale jak to bywa ze wspomnieniami, bez zachowania chronologii: z dużymi przeskokami w czasie, a dzieje się nawet w trzech czasach jednocześnie. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który doskonale skupił moją uwagę i spowodował, że po przeczytaniu kilkudziesięciu stron e-booka, kupiłam papierowe wydanie, pomimo tego, że objętość (650 stron) i mała czcionka nie ułatwiały czytania.
Czytajcie, warto!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz