niedziela, 1 marca 2020

Dominika Słowik "Zimowla"


Tytuł: "Zimowla"
Autorka: Dominika Słowik
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 617


Kolejna młoda polska autorka podbiła moje czytelnicze serce.

Gruba księga z hipnotyzującą okładką przyciąga jak magnes, a jej zawartość wciąga w opowiadaną historię od pierwszych stron.
O „Zimowli” można śmiało powiedzieć, że to „cud, miód i orzeszki". Dosłownie, bo są cudy, i to nawet trzy, przypisywane Maryji Stanowojennej. Jest miód z wielkich rzeźbionych uli o ludzkim kształcie, w którym zatopiony jest klucz do rozwiązania tajemnicy. Może nie ma orzeszków, ale są gruszki, które rosną na „trupich” drzewach, i zjadane są przez szponiaste kury towarzyszki Sareckiej.

Opowieść, z perspektywy upływu kilkunastu lat, snuje młoda Sarecka. Z pozoru jest to sielsko-anielski małomiasteczkowy obrazek Cukrówki przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku oraz roku 2005, w którym to roku ... a co w tym roku się zdarzyło, to trzeba przeczytać, bo Pani Dominika popełniła bardzo dobrą, magnetyzującą powieść, pełną pełnokrwistych, ale nie jednoznacznych postaci. Dorastająca młodzież , naukowiec z zanikami pamięci, ojciec uprawiający magię, babka-komunistka, matka-dyrektorka miejscowego muzeum i niespełniona historyczka, prezes Dygnar trzymający w szachu niemal całe miasto, jego naga córka lunatykująca po dachach, ksiądz i jego dzwonnica (niczym krzywa wieża w Pizie), tajemniczy Pszczelarz i topielec w jeziorze. Mnogość postaci w niczym nie przeszkadza, wchodzący w dorosłość nastolatkowie wydają się bardzo bliscy czytelnikowi.

Niemal każdy skrywa jakiś sekret, dzieją się dziwne rzeczy z pozoru niemające nic wspólnego z rzeczywistością, świat realny miesza się z tym nieznanym, ale czy na pewno?
Małomiasteczkowe układy, układziki, tajemnice, podejrzane interesy, objawienia, babizna przekazywana kolejnemu pokoleniu, szponiaste kury. Całe miasteczko czeka na coś, co może się wydarzyć, ale na co, nikt nie wie.

Powieść czyta się niespiesznie, ponieważ przywołuje nasze własne wspomnienia. Wielkim plusem jest staranność języka, jakim posługuje się autorka, nie ma tu bylejakości. Niektórych czytelników może zniechęcić mnogość opisów, ale mnie to odpowiada, ponieważ ostatnimi czasy zalewa nas „skrótowość” niczym w wiadomościach SMS a ja odczuwam czasami potrzebę zatopienia się w lekturę, zżycia się z postaciami, które wydają nam się znajome.

„Historie takie jak ta przepoczwarzają się, potwornieją, zaczynają żyć własnym życiem. Odrywają się nie tylko od opowiadających, ale przede wszystkim od tych, o których się opowiada.”

Polecam, naprawdę warto.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz