niedziela, 8 marca 2020

"Diabeł chodzi tam na palcach"

Tytuł: "Martwy sad"
Cykl: "Cienie przeszłości"
Autor: Mieczysław Gorzka
Wydawnictwo: Bukowy Las




Coraz trudniej znaleźć interesujący i trzymający w napięciu thriller, więc jestem niezmiernie rada, że „Martwy sad”, pierwsza część cyklu „Cienie przeszłości”, spełnił te warunki.

Na jednym z wrocławskich osiedli dochodzi do makabrycznego zabójstwa kobiety. Na miejsce zdarzenia zostaje skierowany komisarz Marcin Zakrzewski, który ścigając w ciemnościach mordercę, zostaje przez niego zraniony, a przy tym otrzymuje od niego tajemniczy przekaz, że „Widziałem, jak diabeł chodzi tam na palcach”. To zdanie z pozoru pozbawione sensu wzbudziło w Zakrzewskim niepokój, ponieważ te same słowa usłyszał trzydzieści lat temu (w 1981 r.) od dwunastoletniego brata bliźniaka, który wkrótce po tym zaginął w podwrocławskiej wsi Szczepanów, gdzie wówczas mieszkali. Sprawa zaginięcia Ryszarda do dziś jest nierozwiązana. Marcin, postanawiając wrócić do sprawy brata i odkrywa, że już od 1949 roku aż do 1981 r., regularnie co cztery lata we wrześniu, w Szczepanowie lub w okolicznych miejscowościach znikał chłopiec w wieku zbliżonym do Ryśka. Śledztwo zostaje wznowione, tym bardziej że wydaje się, że współczesna sprawa zabójstwa kobiety zaczyna zazębiać się ze starymi zaginięciami.

Książka wciąga od pierwszych stron, powodując dreszcz podświadomego strachu, kiedy razem z Komisarzem odwiedzamy stary sad przy kościele w Szczepanowie, będący miejscem, o którym od dawien dawna krążyły legendy o złu je nawiedzającym. Autor świetnie oddał atmosferę tego miejsca, miałam wrażenie, że za chwilę zza mojego ramienia wyskoczy jakiś ktoś lub coś. Już dawno nie odczuwałam takich emocji podczas lektury. To miejsce przyciąga Marcina niczym magnez, od wielu lat będąc przedmiotem jego koszmarnych snów. Podświadomość daje znać o sobie. Zagrożenie, które dotyka jego najbliższych, potęguje wspomnienia, które budzą pamięć, która wyparła ze swoich zasobów wydarzenia związane z bratem.

Aby nie było tak strasznie, jest i wątek romansowy. Współprowadząca śledztwo Paulina Czerny, to stara znajoma Marcina ze studiów, podczas których nic, oprócz złośliwości wobec siebie, ich nie łączyło. Teraz zupełnie odmienne uczucie wybucha niczym petarda. Wątek ten momentami studzi emocje związane ze strachem, rozluźnia atmosferę, ale mógłby być nieco mniej rozbudowany, chociaż przyznać muszę, że prowadzony jest ze smakiem.

Dużym plusem jest to, że Marcin Zakrzewski różni się od typowych gliniarzy przedstawianych na ogół w kryminałach. Nie posiada rodziny, ale nie jest alkoholikiem po przejściach, budzi sympatię, pozwala się z sobą utożsamiać.

Co prawda, dosyć wcześnie domyśliłam się, kto lub co za tym wszystkim stoi, ale zapewniam, że to absolutnie nie wpłynęło na jakość czytania. Z niecierpliwością czytałam, co będzie dalej, bo do końca jednak nie można było przewidzieć, do czego jeszcze morderca jest zdolny.

Język, którym posługuje się autor, czyni tę powieść przystępną dla czytelników w różnym wieku, czyta się ją bardzo dobrze, jest idealna na odstresowanie po tygodniu pracy, pozwala zagłębić się w świat bohaterów, wbić w klimat grozy i odizolować od rzeczywistości. Aż nie chce się wierzyć, że to właściwie debiut.

„Martwy sad” spełnił moje oczekiwania i dlatego z wielką przyjemnością sięgam po „Iluzję”, kolejną cześć z komisarzem Marcinem Zakrzewskim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz