niedziela, 28 lutego 2021

Joanna Bator "Gorzko, gorzko"

 


Tytuł: "Gorzko, gorzko"

Autor: Joanna Bator

Wydawnictwo: Znak

Rok wydania: 2020


Książka trafia na moją półkę z ulubionymi, choć nie zawsze łatwymi książkami.

„Patchwork na cztery historię” - takiego określenia używa Kalina Serce, ostania z czterech pokoleń kobiet z rodziny Serce. O sobie samej pisze niewiele, raz w pierwszej innym razem w trzeciej osobie. Kalina próbuje, przy pomocy wynajętego detektywa, zebrać w całość historię swej rodziny. Najłatwiej jest dotrzeć do dziejów protoplastki rodu – Berty Koch z Langwaltersdorfu (obecny Unisław Śląski), bo o popełnionej przez nią zbrodni pisała prasa. Najbliższa Kalinie, niedawno zmarła babcia Bunia (Barbara, która sama siebie określała mianem poniemieckiego szajsu) oraz wiecznie nieobecna Violetta (matka – niematka) są jedną wielką tajemnicą. Zamknięte w sobie, ukrywające emocje, nieszczęśliwe, samotne, pragnące miłości i wolności, ale wbrew wszystkiemu silne. Mężczyźni są tu tylko na ogół niechlubnym tłem lub przyczynkiem złych zdarzeń. Niemal każda z kobiet budzi skrajne emocje, od współczucia, przez litość po niechęć, i znowu współczucia, a nawet podziwu. Czyni je bardzo realnymi.

Podczas czytania zdarzało mi się w myślach zaklinać „gorzko, gorzko”, by odgonić, szczególnie od Barbary, złe moce. Ładunek emocjonalny tej książki jest tak duży, że czytałam ją dosyć długo, „trawiąc” po kawałku koleje losu bohaterek. Oprócz wyżej wspomnianych bohaterek jest też sporo ciekawych postaci w osobach sąsiadów i znajomych, którzy wplatają się w życie potomkiń Berty Koch. Joanna Bator niezwykle plastycznie przedstawia klimaty różnych epok (od lat 30 XX w. do czasów nam współczesnych), a wręcz namacalnie lat 80-90-tych, może dlatego, że je doskonale pamiętam.

Historia powoli się klaruje, ale jak to bywa ze wspomnieniami, bez zachowania chronologii: z dużymi przeskokami w czasie, a dzieje się nawet w trzech czasach jednocześnie. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który doskonale skupił moją uwagę i spowodował, że po przeczytaniu kilkudziesięciu stron e-booka, kupiłam papierowe wydanie, pomimo tego, że objętość (650 stron) i mała czcionka nie ułatwiały czytania.

Czytajcie, warto!


Piotr Pytlakowski "Ich matki, nasi ojcowie. Niewygodna historia powojennej Polski"


Tytuł: „Ich matki, nasi ojcowie. Niewygodna historia powojennej Polski”

Autor: Piotr Pytlakowski
Wydawnictwo: Rebis

Rok wydania: 2020

Piotr Pytlakowski w swojej książce przedstawia historie „polskich” Niemców, którzy w 1945 decyzjami zwycięskich państw z dnia na dzień musieli zrobić miejsce przesiedleńcom z Kresów. Zasypiali na niemieckiej ziemi, by rankiem obudzić się we własnym łóżku, już nie na ziemi niemieckiej, ale obcej i nieprzyjaznej im Polsce.

To były trudne czasy, pełne przemocy, gwałtów, rabieży i prześladowań i to często ze strony Polaków. Niemcy, pozbawieni nagle całego dorobku życia, często byli traktowani tak wcześniej Polscy przez nazistów. Nie liczyło się to, że byli „zwykłymi” ludźmi, że mężczyźni byli zmuszani do służby w Wermachcie (bo w zamian sąd wojskowy), że często były to kobiety, starcy i dzieci. Tworzono dla Niemców przejściowe obozy pracy, a niektóre z nich mieściły się w niemieckich obozach koncentracyjnych (m.in. Auschwitz i jego filie, Jaworzno, Potulice na Pomorzu, Łambinowice na Opolszczyźnie).

Wiele Niemek wyszło za mąż za Polaków, by dostać polskie obywatelstwo. Z tych małżeństw rodziły się dzieci, jak Zygfryd Kapela, którego historię przedstawia autor w jednym z reportażu. Ludzie tacy często byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii.

Niemcy, którzy zostali, musieli uczyć się nowej nieznanej kultury i języka, bo polonizacja była obowiązkowa. Ich imiona i nazwiska zostawały urzędowo spolszczone. Ukrywali swoją tożsamość.

To opowieść o losach dzieci-śląskich, mazurskich, niemieckich.

Wśród tych opowieści jest też niechlubna dla Polaków historia zbrodni dokonanej przez polskich samozwańczych milicjantów na niemieckich mieszkańcach Aleksandrowa Kujawskiego i Nieszawy.

To kolejna książka, która przedstawia historię ludzi, którzy mieszkali tu, gdzie my teraz żyjemy. Zobaczmy w nich wreszcie Ludzi, a nie niemców (pisanych oficjalnie małą literą jeszcze wiele lat po wojnie).

To trzeba przeczytać!

Fernando Aramburu „Patria”

Tytuł: "Patria"

Autor: Fernando Aramburu

Wydawnictwo: Sonia Draga

Rok wydania: 2020


Okładka zapowiada zjawiskową lekturę, a że doświadczenie nauczyło mnie zbytnio nie wierzyć hasłom z okładki, to podeszłam do książki z dużą rezerwą, która topniała wraz z każdym przeczytanym zdaniem. Otrzymałam 650 stron czytelniczej uczty.

Patria to w języku hiszpańskim ojczyzna, a w tej powieści ojczyzną jest Euskal Herria - Kraj Basków, wspólnota autonomiczna w północnej Hiszpanii od wieków walcząca o niepodległość. W latach

1959-2018 na terytorium Hiszpanii działała separatystyczna organizacja ETA (Euskadi Ta Askatasuna, pol. Baskonia i Wolność) dokonująca zamachów terrorystycznych w imię odzyskania niepodległości Baskonii.

Akcja powieści toczy się od połowy lat 80. ubiegłego wieku, aż do końca 2011 roku, kiedy to ETA najpierw ogłosiła zawieszenie broni i wyrzeczenie się przemocy, a nieco później zapowiedziała zaprzestanie wymuszania podatku rewolucyjnego ściąganego od przedsiębiorców.

Autor historię tę opowiada z perspektywy dziewięciu członków dwóch baskijskich rodzin: upartego Txato, dążącej do wybaczenia Bittori, goniącej za miłością Nerei, rzeczowego lekarza Xabiera, niemającego swojego zdania Joxiana, dewotki Mirren, młodego gniewnego Joxe Mari, uwięzionej we własnym ciele niepełnosprawnej Arantxy, młodego poety Gorki. Rodziny Txato i Joxiana od lat się przyjaźnią, ale gdy na ich drodze staje organizacja terrorystyczna, wszystko zaczyna się sypać. Txato, będący właścicielem firmy transportowej, nie jest w stanie zapłacić haraczu dla organizacji terrorystycznej w postaci podatku rewolucyjnego, otrzymuje groźby, zostaje poddany ostracyzmowi,

a jego przyjaciel Joxian, pod presją syna Joxe Mari – członka ETA, musi się temu wykluczeniu podporządkować, bo takie są niepisane reguły. „Gdy widzę cię na ulicy, wiedz, że pozdrawiam cię

w myślach” - mówi do Txato. Powieść pokazuje jak polityka i brutalne działania członków ETA niszczą najlepsze przyjaźnie.

Nie zdradzę tajemnicy, jeśli napiszę, że Txato zostaje zabity w zamachu przed swoim domem, w który zamieszany jest Joxe Mari, młody człowiek ślepo wierzący w potrzebę działania („Jeśli każą mi zabić, zrobię to niezależnie od tego, kim jest ofiara'”). Te zdarzenia mają ogromny wpływ na wszystkich członków obu rodzin, niszcząc je od środka. Autor prowadzi czytelnika przez historie ich życia, pokazując strach i bezsilność ludzi uwikłanych w konflikt, gdzie niepodległość jest ważniejsza niż wszystko inne. Bohaterowie są nam bliscy przez pokazanie codziennego, zwyczajnego życia, problemów dorastających dzieci czy też poszukiwania tożsamości seksualnej. Przemiany, jakie przechodzą na kolejnych etapach życia oraz towarzyszące temu silne emocje czynią ich pełnokrwistymi bohaterami.

Fernando Aramburu często miesza narrację pierwszoosobową z trzecioosobową, przeskakuje między krótkimi rozdziałami często bez zachowania chronologii. Liczne retrospekcje nadają powieści miejscami charakteru wspomnień, a dozowanie informacji czyni tę powieść bardzo atrakcyjną, bo autor niezmiernie zaciekawia czytelnika. Wszystkie te zabiegi powodują, że wbrew trudnemu tematowi, powieść nie jest "ciężka", czyta się ją bardzo dobrze.