środa, 29 stycznia 2020

"Życie za wszelką cenę" Lisa Genova

foto: Aneta Broniewska


Wydawca:  Filia
Przekład: Joanna Dziubińska
Typ publikacji: ebook
Format: EPUB + MOBI
Rok wydania: 2019


Nie mogę sobie przypomnieć książki, która by wzbudziła we mnie tyle emocji i łez co nowa powieść Genovy, znanej mi ze wzruszającego „Motyla” i „Sekretu O'Brienów".

Autorka jest doktorem neurobiologii i w swej powieści przedstawia historię bezwzględnego i podstępnego mordercy, jakim jest ALS. To choroba znana jako stwardnienie zanikowe boczne, której ulega wybitny pianista Richard. Rozwiedziony z Kariną, niespełnioną pianistką jazzową, która karierę poświęciła dla rodziny, nie utrzymuje kontaktu ani z nią, ani z dorosłą córką Grace.

Diagnoza o ALS jest dla niego końcem świata, bo egocentryczny muzyk nagle zostaje sam ze swoją chorobą, pozbawiony możliwości wykonywania muzyki, która jest dla niego najważniejsza, ważniejsza nawet od dziecka. Była żona przypadkowo dowiaduje się o jego chorobie, a widząc, że jest pozostawiony sam sobie, ogarnięta współczuciem postanawia zająć się chorym. Pomimo całej nienawiści i żalu, które trawi ich obydwoje, zamieszkują ponownie razem. . Karina, po rozwodzie nie zdążyła zając się sobą, a znów jej życie opanował Richard, ale tym razem z chorobą paraliżującą jego kolejne mięśnie w zatrważającym tempie. Autorka w bardzo obrazowy sposób pokazuje odczucia zarówno przerażonego chorego, jak i uzależnionej od jego choroby opiekunki, przez co często utożsamiałam się z Richardem (jest moim rówieśnikiem) i cierpiałam razem z nim, ale równocześnie z Kariną miałam ochotę „wyrwać mu wszystkie włosy z tej jego niewdzięcznej głowy”.

To książka nie tylko o ALS, ale też o braku miłości rodzicielskiej, o jej poszukiwaniu, o nienawiści, żalu, o zrozumieniu i wybaczeniu a w końcu o wyborze: „Albo jego życie, albo jej”. Końcówka powala na kolana, powoduje, że moje ustabilizowane lekami serce wpada w szaleńczy rytm, a łzy płyną niekontrolowanym strumieniem. Jedna chusteczka nie wystarczy...

Lisa Genova w odezwie do czytelnika napisała: „Mam nadzieję, że teraz lepiej rozumiesz, jak żyje się z tą chorobą”., a ja mam nadzieję, że po książkę sięgniecie także i Wy, bo pomimo tego, że nie jest łatwa w odbiorze, to jest warta, aby po nią sięgnąć i zrozumieć.

"Horyzont" Jakub Małecki

foto: Aneta Broniewska


Tytuł: Horyzont

Autor: Jakub Małecki

Wydawca: SQN

Data wydania: 18.09.2019

Liczba stron: 336






„Horyzont” to powieść, którą się smakuje, dawkuje po trochu, bo w zwartych zdaniach jest taki ogrom różnorodnych emocji, że wnikają w myśli, zmuszają do zatrzymania się na chwilę. Trudno mi było, tak od razu po przeczytaniu, sięgnąć po kolejną lekturę. Potrzebowałam czasu.
Powieść prowadzona jest przemiennie przez zaplątanych w przeszłość Mańka i Zuzę. On, były żołnierz – weteran wojny w Afganistanie, nie może pozbyć się widma wojny, które zawładnęło teraźniejszością i czyni go człowiekiem, który na dźwięk odkurzacza reaguje olbrzymim strachem, a zrobienie czegokolwiek jest olbrzymim wysiłkiem emocjonalnym. Zespół stresu pourazowego zawładnął nim całkowicie. Chce zapomnieć o niemożliwym do zapomnienia. Ona, żyjąca już na własny rachunek (ale wciąż emocjonalnie związana z ojcem i chorą babcią, którą codziennie odwiedza) próbuje poznać przeszłość, wyciągnąć prawdę z tajemnicy, która spowija jej najbliższych.
Oboje zagubieni, samotni, są sąsiadami „przez ścianę”. Mimo że czasami spędzają wieczory upijając się razem, to jednak są gdzieś daleko myślami do siebie. Z upływem czasu zaczynają zbliżać się do siebie, oswajać powoli demony przeszłości.

Ciekawym jest wątek pisania „powieści w powieści”, kiedy to Maniek Małecki tworzy swoje alter ego i pisząc powieść-bajkę, opowiada w ten sposób o tym, co się zdarzyło podczas jego wojennych misji.
Krótki, bo liczący zaledwie dwie strony, rozdział opisujący za pomocą niedopowiedzeń zbliżenie dwóch samotników jest bardzo sugestywny i wysmakowany.
Polecam, jako lekturę obowiązkową, w tym zalewie bylejakości i pośpiesznie pisanych czytadeł.

„Stara Słaboniowa i spiekładuchy" Joanna Łańcucka


foto: Aneta Broniewska




Czy można zakochać się w bohaterce książki, i to w wiejskiej staruszce? Można i to bez względu na płeć, wykształcenie czy wiek.

Akcja powieści zaczyna się w latach 80-tych XX w., a kończy w czasach nam współczesnych.
Teofila Słaboniowa jest niezwykle mądrą kobietą, wdową mieszkającą samotnie gdzieś na krańcu wsi. Samotną, bo dorosłe córki wraz z rodzinami mieszkają w mieście. Nikt nie wie ile ma lat, może sześćdziesiąt, może dziewięćdziesiąt. Mieszkańcy wsi coraz rzadziej wsi zwracają się do Słaboniowej z prośbą o pomoc w odczynieniu złych uroków, które powodują, że niemowlęta bez przerwy płaczą, młode dziewczyny popadają w obłęd, a śpiących coś poddusza. Ludzie Ci na ogół zarzekają się, że nie wierzą w zabobony, ale wyczerpawszy już wszystkie inne sposoby, począwszy od lekarza, a skończywszy na egzorcyzmach odprawianych przez księdza, ostatni ratunek widzą już tylko w Teofili. Posiada ona niezwykły dar, dar odczyniania złych uroków, a o słowiańskich demonach i o walce z nimi wie niemal wszystko. Autorka przedstawia, znane mi jeszcze dzięki książkom z czasów dzieciństwa: Zmorę, Strzygę, Południcę czy Kikimorę, które według wierzeń słowiańskich, przez wiele wieków były na polskiej wsi odpowiedzialne niemal za wszystko, co działo się inaczej niż zwykle. Stara Słaboniowa doskonale rozumie, że świat wręcz pędzi naprzód, a ludzie przestają wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone, ale pomimo to nadal dyskretnie pomaga, także w tych codziennych, zwykłych smutkach. Dla gościa ma zawsze zaparzone ziółka, ręcznie ukręconą babkę a nade wszystko dobre słowo. Teofila jest dobrą kobietą, ale jak wszyscy ludzie, skrywa też tajemnicę, którą być może, pozna czytelnik na końcu.

W tej pełnej uroku powieści otrzymujemy przekrój polskiej wsi, autorka pozwala nam obserwować z boku zachodzące tam zmiany obyczajów, ale też i samych ludzi. Mamy tu społeczeństwo wiejskie z przywarami, takimi jak pijaństwo, które mimo zachodzących zmian społecznych, nadal rządzi i poniewiera ludźmi. Autorka w usta mieszkańców, szczególnie tych starszych, wkłada gwarę wiejską, która pięknie komponuje się z całą fabułą i nadaje klimat powieści.


Książka miejscami powodowała, że przechodziły mnie ciarki, ale też wywoływała uśmiech, przeniosła mnie w krainę dzieciństwa, kiedy to zaczytywałam się baśniach i podaniach ludowych.


Jestem wdzięczna Autorce za realizm magiczny, jaki zastosowała w powieści, jakże odmienny od  treści ostatnio czytanych przeze mnie książek.





"Mr. Pebble i Gruda" Mariusz Ziomecki


foto: Aneta Broniewska
Po długim leżakowaniu w mojej biblioteczce, z powodu zniechęcającej objętości (900 stron) sięgnęłam po książkę "Mr. Pebble i Gruda" Mariusza Ziomeckiego i … przepadłam.

W latach 80-tych XX w. , poeta Jan Kamyczek, po samobójczej śmierci żony-opozycjonistki emigruje z synem do USA, bez prawa powrotu do kraju. Zrywa kontakty z polskimi znajomymi. Tam, po zmianie nazwiska na John Pebble, wiedzie spokojne życie jako nauczyciel akademicki, samotnie wychowując syna Antoniego, mającego zaburzenia rozwojowe (jest sawantykiem). Po jedenastu latach niespodziewanie odwiedzają go starzy przyjaciele z Polski, z informacją, że są nowe ślady dotyczące przyczyny samobójstwa Marietty. Jan vel John leci do Polski, aby tam zmierzyć się ze swoją przeszłością. Polska, którą odnajduje po przylocie, jest już zupełnie innym krajem, nastąpiły zmiany nie tylko polityczne, ale i społeczne. Dzieciństwo i młodość Jana, Marietty i ich przyjaciół przypadła na lata rządów Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego. Poprzez liczne retrospekcje autor przenosi nas w lata komuny, esbecji, Marca 1968r, wydarzeń radomskich 1976r., Porozumień Sierpniowych, stanu wojennego.

John Pebble jest bohaterem trochę denerwującym, nawet jego zmarła żona określała go „pasażerem na gapę w pociągu historii”, ponieważ to ona i ich przyjaciele bezpośrednio brali udział w ważnych dla Polaków wydarzeniach. Auror niezwykle interesująco i przejmująco przedstawia współczesną historię PRL-u, osadzając w centrum zdarzeń naszych bohaterów – opozycjonistów. Prześladowania, podsłuchy, aresztowania, przesłuchania, tortury...

Ta powieść to świetna lekcja historii w pigułce. Ziomecki wraca nie tylko do czasów PRL-u, ale również do czasów międzywojnia, czy powstania warszawskiego. Możemy znaleźć tu również ciekawą historię o pobycie Pabla Picassa we Wrocławiu.
A to wszystko w formie opowieści ludzi będących po dwóch stronach barykady.
„Ukryty podział na »onych« i nas – rządzących pezetperowców i całą resztę – istniał w Polsce od końca drugiej wojny światowej. Byliśmy pękniętym społeczeństwem”.

„Mr. Pebble i Gruda” to nie tylko historia, to również obraz rodziny, której daleko od ideału. Skomplikowane stosunki pomiędzy członkami rodziny budzą różne emocje.
Autor niezwykle obrazowo przedstawia wspomnienia Jana z dzieciństwa nad Drwęcą, z corocznych wakacji na wsi, tylko z pozoru sielskiej – anielskiej. Przepięknie opisał scenę polowania na monstrualnego suma, czy też scenę tornada, które zniszczyło gospodarstwo dziadka.
Ziomecki w swej powieści pokazał, jak wygląda oddanie i miłość samotnego ojca do dziecka, cierpiącego na niezwykle rzadką chorobę – sawantyzm.
Mało tego, Mariusz Ziomecki, okazał się również poetą. Na początku każdego rozdziału znajduje się wiersz autorstwa Jana Kamyka.
Tę wielostronicową powieść przeczytałam w zaledwie trzy dni, bo nie sposób odejść na długo od tych jakże interesujących i realistycznych postaci i zdarzeń.

Bardzo, bardzo polecam.