niedziela, 13 września 2020

"Saturnin" Jakub Małecki

 

Tytuł: „Saturnin”

Autor: Jakub Małecki

Wydawnictwo: SQN

Rok wydania: 2020


Jakub Małecki to utalentowany pisarz, którego kolejne książki „biorę w ciemno". Czytam Małeckiego, bo lubię, a właściwie to uwielbiam jego prozę.
Na "Saturnina" czekałam z niecierpliwością, bo ostatnimi czasy coraz trudniej znaleźć powieść, która potrafi mną zawładnąć. Moja cierpliwość została nagrodzona, bo lektura nowej książki pana Jakuba spełniła moje oczekiwania.

Autor kusi nas intymną opowieścią o wiodącym nudne życie w Warszawie trzydziestoletnim Saturninie Markiewiczu, który pewnego dnia dowiaduje się od matki, że jego niemal stuletni dziadek Tadeusz nagle zaginął. Satek niemal natychmiast jedzie do domu rodzinnego na Kujawach, aby odnaleźć dziadka; trudnego we współżyciu, małomównego, z dziwnymi zwyczajami, żyjącego pracą, człowieka, o którym najbliżsi tak naprawdę niewiele wiedzą. Niewiele wiedzą, bo w tej rodzinie właściwie nigdy szczerze nie rozmawiano. Każdy był zamknięty w sobie. Przyjazd do rodzinnego domu uruchamia w Saturninie wspomnienia z dzieciństwa i młodości, w której brakowało ojca. Ojciec pojawiał się tylko wtedy, gdy jego choroba psychiczna na to pozwalała. Satek całe życie walczy z brakiem pewności siebie. Pomóc mu miała pasja, jaką miało być podnoszenie ciężarów, Zdobył nawet mistrzostwo Polski, ale ciężka kontuzja wykluczyła go całkowicie z jakiegokolwiek sportu. Ciągle brakuje mu wsparcia ze strony najbliższych. Dziadek zostaje odnaleziony blisko dwieście kilometrów od domu, nad rzeką Bzurą. Jak i z jakiego powodu się tam znalazł?

Małecki zaczyna wyjawiać wojenną przeszłość Tadeusza w sposób dla siebie charakterystyczny, stosując zabiegi, które lubię w jego prozie. Nadają jej one innego wymiaru, który przenosi mnie w świat powieści, gdzie zapominam o otaczającym mnie świecie.

Realizm magiczny jest tutaj jak najbardziej na miejscu, wzmacnia przekaz, udanie pokazując okrucieństwo wojny, ból, rozpacz, strach, i doznaną krzywdę.

Narracja jest tutaj zarówno pierwszoosobowa, jak i trzecioosobowa; przeplatają się głosy kilku osób: Saturnina, jego matki (w formie listów), dziadka Tadeusza i zmarłej ciotki Ireny.

„Saturnin” jest książką, w której każde słowo ma swoją wagę, a co najważniejsze, ma wielką moc sprawczą. Sprawczą, ponieważ uruchamiając wyobraźnię czytelnika, włącza równocześnie współodczuwanie. Zdarzało mi się podczas lektury ciężko westchnąć w głos: „ojezusiemaryjo!” a nawet złapać bezdech.

To kolejna powieść Małeckiego, do której z całą pewnością będę wracać. I nie będę z tym zwlekała, bo audiobook w wykonaniu m.in. Macieja Stuhra brzmi niezwykle kusząco.